Przyznać się czy nie przyznać? Oto jest pytanie 😀
Przyznam się do czegoś, chociaż zdaję sobie sprawę, że to może być ciężkie lub dziwne do zrozumienia. Ale tak – odkryłam warzywa na parze. Nawet nie pomyślałam, jak pyszna może być czerwona papryka gotowana na parze. Jak to w ogóle możliwe, że wcześniej tego nie sprawdziłam. Jak to możliwe, że wcześniej do głowy nie przyszło mi wrzucenie warzyw do wstawki na parze. Dzisiaj sama sobie mogę odpowiedzieć, że nie mam pojęcia, jak to się stało ale wiem też, że to nie był mój ostatni raz.
Przejdźmy do najważniejszego etapu. Do gotowania albo też do jak najkrótszego czasu spędzonego w kuchni. Czego potrzebuję i jak to zrobiłam.
Garnek z wodą. Jeszcze woda nie zdążyła się zagotować, a już wsypałam 3 stołowe łyżki kaszy gryczanej. Garnek przykryłam wkładem do gotowania na parze. Pokroiłam w plastry jedną czerwoną paprykę, średniej wielkości pomidora, pół brokuła i trzy duże liście kapusty pekińskiej. Żadnych przypraw na tym etapie. Koniec roboty. Czas kontrolowałam średnio – czyli w moim przypadku polegało to na tym, że zwróciłam uwagę na początek gotowania kawy, nawet raz ja wymieszałam drewnianą łychą. Po około 15 minutach wyłączyłam gaz. Kaszę przełożyłam do miseczki, wymieszałam z gałką muszkatołową, solą i pieprze czarnym. Po przełożeniu warzyw na talerz zalałam je jedną łyżką leju rzepakowego.
Samo przygotowanie jedzenia to maksymalnie 25 minut. Trochę gorzej ze zmywaniem naczyń. Zmywarki brak więc trzeba sobie radzić na piechotkę ale do tego jest mnóstwo śmiechu. Jestem jeszcze na etapie śmiania się ze swoich przygód kuchennych, bo do każdej czynności wyciągam nowa miseczkę, talerz, nowy sztuciec. To ponoć normalne u świeżaków, że brudzą wszystko co mają pod ręką, zanim nauczą się wielofunkcyjnie wykorzystywać naczynia. Czyli daleka droga przede mną.

Już nie mogę doczekać się następnej porcji papryki gotowanej na parze. To był po prostu bardzo proste i bardzo dobre.
Smacznego !